Banner Top
Log In

ŁOWCA GLONÓW – LEGENDA

ŁOWCA GLONÓW
-CZYLI  O SZCZEKU, JAGIELLE i KSIĘŻNICZCE RUSKIEJ

Scenariusz: Tomasz Chuszcza,
Krasnystaw 2005

(Tekst niniejszym opublikowany z okazji 623 lecia nadania praw miejskich Szczekarzewowi później Krasnymstawem zwanym. Krasnystaw, dnia 01 marca 2017 r., UWAGA: może być uznany za niewłaściwy dla osób poniżej 16 roku życia)


Motto:
„Nie człowieka nienawidzę, ale jego wady”


Wstęp:

NARRATOR:
Tu gdzie mieli kraj Lędzianie,
gdzie Krasnystaw kiedyś stanie,
gdzie stały Grody Czerwone,
-rozpoczynam tę przygodę.

Między Bugiem oraz Wisłą,
zamieszkać Szczekowi przyszło.
Wybrał na swój gród brzeg rzeki.
Historia ta ma już wieki.

Szczek był znanym łowcą glonów,
nie szanował jednak tronów.
Cenił swą wolną swobodę,
czcił też słońce, las i wodę.
Życie pięknie tu płynęło,
aż do dnia, -gdy się zaczęło !!!


Akt pierwszy: SCENA PIERWSZA.

NARRATOR:
Do Szczeka przyszedł
człowiek w koronie,
pierścienie zdobią
mu gładkie dłonie.
Szczek uśmiech posłał
szczerze zdziwiony,
że ktoś zawitał,
w bagienne strony.

JAGIEŁŁO:
Jam Jagiełło jest – król wasz,
brać daninę nadszedł czas,
więc podatek zaraz płać,
albo myśl co możesz dać.

SZCZEK:
Jam jest Szczek,
–toć człowiek wolny:
jak ptak dziki, wicher polny,
możesz swoje zwłoki brać,
nie zamierzam NIC ci dać!!!

JAGIEŁŁO:
Wiedz, że wkrótce
z mieczem wrócę,
swe poddaństwo
ci narzucę!!!
A do tego czasu,
pozbądź się szałasu…

SZCZEK:
To mój mały gród..
-czuje w nim twój smród.
Otrzyj z twarzy tłuszcz i ślinę,
wyczerpałeś mą gościnę!

NARRATOR:
Jagiełło uciekł
kradnąc jednego glona,
Szczek poznał się na nim,
-toć władza spaczona…


SCENA DRUGA.

NARRATOR:
Szczek stawia tablice
z nazwą grodu swego,
Konstruuje łuk do obrony,
przed powrotem złego.

SZCZEK:
Niech się tylko Jagol zjawi,
a mój łuk się z nim rozprawi.
Chyba czuje jego woń,
przyszła chwila użyć broń.

NARRATOR:
Szczek strzela w górę,
-kierunek: cel wrogi,
trafiając Jagiełłę w tył ciała,
tam gdzie łączą się nogi
Żałośnie pokonany Jagol
ucieka wraz ze strzałą
odwet chyżo planując,
-zemstę doskonałą.


JAGIEŁŁO:
Jak tu zdobyć glony Szczeka,
jak opanować człowieka.
Wiem! Nareszcie, oczywiście,
jego glony najpierw zniszczę.
Jak nie uległ memu prawu,
wpuszczę karpie mu do stawu.
Zmącą wodę, zjedzą glony,
żywot Szczeka jest skończony.


SCENA 3.

NARRATOR:
Jagiełło stanął
nad brzegiem rzeki,
westchnął głęboko,
spuścił powieki.
Najpierw sprawdziwszy
czy Szczek nie zerka,
wyciągnął karpie dwa,
wprost z wiaderka.

JAGIEŁŁO:
Oto karpie dwa królewskie,
wody tutaj są niebieskie,
ale oto karpie moje,
wykorzystam na podboje.


SCENA 4

NARRATOR:
Wkrótce karpie się sprawdziły,
cięły glony niczym piły.

SZCZEK:
Co się stało gdzie są glony,
mój byt tutaj zagrożony.
A tak tutaj było ładnie,
kto mi glony rzeczne kradnie…

-A to co to jest za ryba…
Konkurencja nie uczciwa.
Tości karp królewski,
mutacja Jagola.
Jak się pozbyć ścierwa,
-ciężka moja dola.


SCENA 5

NARRATOR:
Następnego dnia już z rana,
Szczek się udał do szamana.

SZCZEK:
Szamanie, Szamanie,
doradź że co robić.
Jagiełło wpuścił karpie,
aby glony dobić.

SZAMAN:
Oto garnek masz gliniany,
nim przesiąknął jego ściany,
wróć nad stawy, zmieszaj wody,
zwróć zawartość do przyrody.
Lecz nie wkładaj rąk do środka!!!
-Bo tam ryba, lecz nie płotka.
Wygłodniałe to szczupaki,
oto sposób dam ci taki.


SCENA 6

NARRATOR:
Szczek wrócił nad swoje wody,
zwrócić „sposób” do przyrody.

SZCZEK:
Róbcie swoje wy szczupaczki,
nie dostańcie jednak sraczki…
Wredne karpie te królewskie,
są podobno strasznie krewskie.


SCENA 7

NARRATOR:
Kilka dni później,
wędrowna dusza.
Przy wodnej drodze,
stojąc jak grusza.
Wędrowców kusi
co owocami.
Tak oto rzekła,
mówiąc wersami.

SFIETŁANA:
Stoję już tu dwa tygodnie,
już mi tutaj niewygodnie.
Co za trasa nieruchliwa,
co za społeczność leniwa.

Woda jakaś zabarszczona…
-nie wrzuciłam tu tampona…
Straszny widok !!! Krasny staw !!!
-rezygnuje z moich spraw!

NARRATOR:
Jednak dusza to nie grusza,
miała nogi więc się rusza.
I tak jak to powiedziała,
przestraszona dyla dała.
A gdy właśnie migrowała,
Na Jagiełłę się nadziała.

JAGIEŁŁO:
Stój, kim jesteś, -może praczką?

SFIETŁANA:
Jestem rosyjską działaczką…
…masażystką erotyczną,
ekskluzywną i prześliczną.
A na imię mam Sfietłana,
-jednak nie mam nic dla pana.

JAGIEŁŁO:
W sumie, jak tak patrzę szczerze,
to ci nawet panno wierzę.
-Aby skreślić wasze długi,
wykorzystam twe usługi !

SFIETŁANA:
O szalony mój old boyu…
Nie mam ja ci dziś nastroju.
Tam w dolinie staw i rzeka,
krasna krew z karpi wycieka.

JAGIEŁŁO:
Krasny staw !!! -toć karpie moje
Szczeku zniszczę gniazdo twoje !!!


SCENA 8

NARRATOR:
Jagiełło napadł Szczeka przybytek.
Paląc i grabiąc jego dobytek.

RYCERZ JAGIEŁŁY:
Gród już cały jest zdobyty,
glonów skarb też przyzwoity.
Nie ma jednak w grodzie Szczeka…

JAGIEŁŁO:
-Macie zamordować człeka !!!
Ziemie jego przejmujemy,
miasto tutaj zbudujemy.

Aby uczcić karpi życie
nazwę miasto należycie:
Krasny-staw i kapie w herbie

NARRATOR:
Biada wszystkim Władek w nerwie.


ZAKOŃCZENIE:

NARRATOR:
Szczek tymczasem znikł w gęstwinie,
pośród wierzb gdzie rzeka płynie.
Ukrył się wśród drzew i szczerze…
powiem coś w co sam nie wierze.
Zrósł się z nimi w jeden pień.
Trwa w ich wnętrzu po dziś dzień,
wierzbowe gałązki nużąc w korycie,
łapie nań glony – toć jego życie.

To oto koniec już opowieści,
Niezwykle ważnej w swej błahej treści.
Bo oto kończę wszystko morałem:
To co powiedzieć cały czas chciałem,
streszczę to teraz tymi to słowy:
Ryba – psuje się od głowy,
życie – psuje się od władzy,
-gród zniszczony tyle razy.

(niby koniec)


Akt drugi:

PONAD SCENA.

NARRATOR:
Chociaż minęło już sześćset lat,
i poziom wody w dolinie spadł,
nad rzeką Wieprzem wierzby zadrżały,
oto z nich wyszedł Szczek żywy, cały,
I choć go nikt już tu nie pamięta,
to Szczek pamięta gdzie ziemia święta.
Wiedząc co znaczą w koronach głowy,
przemawia do nas dziś tymi słowy:

SZCZEK:
…Mówię jako Szczek, przychodzę,
bo na losy się nie godzę,
Gród mój jakby zapomniany,
popalony, splądrowany,
dziś traci znów skarby swoje.
Co jest moje jest i twoje
A tu pan władca wielmożny,
obrał cel nad wszystkość zdrożny…
-Że jest mu siekiera miła,
chyba mu się w głowę wbiła!
tości drzewa – bracia moi,
toć wycinać nie przystoi!
Zatem władzom mówię: -basta!!!
Pozostawcie symbol miasta.
Pozostawcie plac zielony,
on patrzy na wszystkie strony,
zewsząd z stron tych ściąga ludzi.
W deszczu słoni, w upał studzi.
Wciąga też miejskie opary…
chroniąc mieszkańców od kary.
Drzewa zaś czyste, niewinne,
są jak dzieci, chociaż inne.
My winniśmy im opiekę.
Ratujmy też dziką rzekę,
-bagna jej i rozlewiska,
toć rusałek, nimf siedliska.
Rzeka dała nam kulturę,
uszanujmy jej naturę
Pozostawmy lasy, wzgórza,
niech porośnie dzika róża.
Kwiatem i cierniem niech chroni,
od bezuczuciowych dłoni.
Dłoni władzy co pod wąsem,
za bogactwem z oczopląsem,
kombinuje co tu zrobić,
aby swych mieszkańców dobić,
by żyjąc już bez nadziei,
znów głosować na nią chcieli.

NARRATOR:
Nagle rycerz wyskakuje,
Szczeka mieczem swym morduje.
Szczek upada, tułów przebity,
słychać już ostatnie zgrzyty.

SZCZEK:
…Mówię jako Szczek, przychodzę
bo na losy się nie godzę…

NARRATOR:
Tutaj się mi smutek zbiera
…Szczek to mówi, i umiera…

(koniec)

Small Ad

Small Ad